Stroopwafels

Ostatnie tygodnie to sporo zamieszania, ale i przyjemności. Po dwóch latach postanowiliśmy pożegnać się z Amsterdamem i powitać Berlin. Na jak długo nie wiadomo, czas pokaże. 

Amsterdam powitał mnie deszczem i problemem w postaci znalezienia rozsądnego mieszkania, ale z czasem rozkochał mnie w sobie. Przede wszystkim niesamowita architektura, kanały, łodzie mieszkalne, mój ukochany rower i liczne targi uliczne. Zdecydowanie najbardziej tęsknić będę za jazdą rowerem w deszczu (nie żartuję), bo w Berlinie nie będzie to tak oczywiste i autobus pewnie wygra. Poza tym śledzie w bułce z cebulką i ogórkiem, sery, małe drożdżowe placuszki oraz wafle z karmelem.

No właśnie Stroopwafels to idealna przekąska, zwłaszcza, gdy jest chłodno, ponieważ na targach podaje się je gorące, posmarowane świeżym karmelem. Niebo w gębie! Chciałam je zrobić, jednak nie mam maszyny do wafli i szybko jej raczej nie nabędę. Stąd pomysł, by nagrać proces tworzenia tych małych skarbów właśnie na targowisku, nie byle jakim, bo w naszej okolicy, czyli najczęściej odwiedzanym. Przemiły  Holender z entuzjazmem zareagował na propozycję bycia gwiazdą naszego filmiku, a efekt poniżej. 

Jeśli będziecie w Amsterdamie, koniecznie ich spróbujcie! 

Smacznego, Marta

Bhelek- pyszny nadziewany chleb i historia naszego nauczyciela

Bhelek

Prócz wspaniałego smaku ten chleb niesie za sobą prawdziwą historię jednego z tysięcy Tybetańczyków który przemierzał przez 29 dni Himalaje by uciec przed chińską władzą zalewającą ich kraj. Zaczęło się od sentymentu w oczach kiedy nasz nauczyciel Sangye przekroił świeży chleb bhelek i przypomniał sobie jak za dziecięcych czasów jeszcze w Tybecie jego mama robiła mu do szkoły właśnie takie “kanapki”. Po historii o kanapkach posypało się całe piętnaście lat wspomnień. Jako piętnastolatek z cudzym dzieckiem na plecach razem z grupą Tybetańczyków uciekali z ojczyzny szlakiem pod szczytem Mount Everest. Bo tam przez bardzo niedogodne zimowe warunki Chińczycy nie patrolowali. Mimo morderczej przeprawy wszystkim udało się dojść do Dharamsali. Wielu skończyło w szpitalu uzyskując wolność jednak tracąc przy tym kończyny w wyniku odmrożeń. Sangye zakończył stwierdzając, że ostatnio rodzina poprosiła go by do siebie nie dzwonili bo Chińczycy podsłuchują rozmowy i surową karzą wszystkich którzy utrzymują kontakt z zagranicą. Siedziałam przybita do krzesełka i nie wiedziałam co odpowiedzieć bo moje wspomnienia z kanapką z dzieciństwa to kromka chleba z masłem i szynką pokrojona na drobne kwadraciki, zawsze czekająca ze szklanką kompotu z malin przyszywana babcia Bela, która nie mogła się mną nacieszyć. Z takim kontrastem zamoczyłam oczy i patrząc na kuchenny blat czekałam aż wyschną. 

Składniki na chleb:

  • 400gr. mąki pszennej typu “00”
  • 1 łyżka proszku do pieczenia
  • 1 płaska łyżka suchych drożdży
  • kubek ciepłej wody
  • pół łyżki cukru
  • 1 łyżka oleju słonecznikowego do pieczenia

Na farsz:

  • 1 bardzo drobno posiekana cebula
  • 2 bardzo drobno posiekane ząbki czosnku
  • 2 cm starty kawałek imbiru
  • 2 szczypty płatków chili
  • 3 szczypty pieprzu syczuańskiego
  • 2 łyżki oleju słonecznikowego
  • pół łyżeczki soli

Do ciepłej wody dodaj suchych drożdży, wymieszaj i odstaw na 5 minut. W między czasie przesiej mąkę razem z proszkiem do pieczenia, dodaj cukier i na samym końcu drożdże z wodą. Wszystko wyrabiaj przez około 5 minut by ciasto nabrało odpowiedniej sprężystości i odstaw w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na minimum pół godziny. W między czasie przygotuj farsz. Do miski wrzuć wszystkie wcześniej posiekane i starte składniki, dopraw przyprawami i zalej olejem. Wszystko dokładnie wymieszaj. 

Teraz część którą Tybetańczycy robią zupełnie inaczej niż my. Mianowicie “wałkowanie” w rękach (spokojnie tą czynność można zastąpić wałkiem). Gotowe ciasto najpierw delikatnie rozciągnij po okręgu a następnie wbijając w środek pięść “rozwałkuj” siłą rąk resztę ciasta na grubość ok 2 cm. Następnie na środek wyłóż farsz i rozprowadź go po całej powierzchni zostawiając bo bokach margines 1 cm suchego ciasta. By je zamknąć razem z farszem należy uformować z niego sakiewkę a następnie bardzo delikatnie na oprószonym mąką stole zacząć spłaszczać ciasto dłonią tak by uformował się z niego zgrabny placek o grubości półtora centymetra.

Bhelek

Przełożyć uformowane ciasto na małą patelnię z grubym dnem, wysmarowaną olejem i pod przykryciem piec na małym ogniu przez około pół godziny obracając bochenek co 10 minut na drugą stronę.

Jak sam Sangye przyznał jest to swego rodzaju kanapka więc możecie bhelka napełnić wszystkim tym na co macie ochotę. Jedna uwaga, składniki nie mogą być zbyt mokre.

Smacznego, Krysia

Bhelek

Tingmo - Tybetański chleb robiony na parze

Tingmo

Idąc na poranne zajęcia z kuchni tybetańskiej wiedziałam, że czekają nas chleby dlatego by być w pełni przygotowaną do konsumpcji zabezpieczyłam się w masło i dżem z śliwek i jagód. W wypadku Tingmo okazało się to zbędne. Każdy kawałek jest gotową kanapką i jedyne czego możesz potrzebować do szczęścia to kubek Twojej ulubionej herbaty.

Mimo że z mąki pszennej, dzięki gotowaniu na parze chleb w smaku jest bardzo delikatny i podstępnie wydaje się lekki. Dlatego jeśli chcesz dodać mu charakteru dobrze jest go wzbogacić o smakowity farsz. W moim przepisie będzie to nadzienie ze składników które każdy Tybetańczyk ma u siebie w domu albo w namiocie. I niech nie przeraża Ciebie zwijanie całości, nie ma to nic wspólnego z koszmarem zwijania  strudla czy rolady. Ciasto jest bardzo elastyczne i chętnie współpracuje.

Składniki:

  • 400gr. mąki pszennej “00”
  • pół łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 łyżka suchych drożdży w proszku
  • 1 kubek ciepłej wody
  • pół łyżeczki cukru

Na farsz:

  • 2 szczypty pieprzy syczuańskiego
  • pół łyżeczki soli
  • łyżka oleju słonecznikowego
  • pół łyżeczki kurkumy 
  • jedna średniej wielkości drobno posiekana czerwona cebula
  • łyżeczka drobno startego imbiru

Zalej drożdże ciepłą wodą i odczekaj 5 minut by miały czas się uaktywnić. W między czasie do dużej miski przesiej mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia, dodaj cukier i na koniec wlej drożdże. Wszystko dobrze wymieszaj i odstaw pod przykryciem do wyrośnięcia na co najmniej pół godziny. W tym czasie najlepiej jest przygotować nadzienie. Bardzo drobno posiekaj cebule, zetrzyj imbir, dodaj przyprawy i wszystko wymieszaj z łyżką oleju. 

Gdy ciasto będzie już wyrośnięte przenieś je na oprószony mąką blat i wyrabiaj przez około 3 minuty. Następnie rozwałkuj ciasto na grubość około 1 cm. i nafaszeruj je dokładnie z jednej strony po same brzegi. Takiego placka zgrabnie zwiń i dla pewności końcówkę delikatnie połącz z ciastem. Ostrym i najlepiej też dużym nożem potnij ciasto na 4 cm. kawałki

Tingma

Teraz w zależności od tego co masz w kuchni przełóż chlebki do garnka do robienia na parze lub bambusowego koszyczka. W pierwszym wypadku powierzchnie garnka należy wysmarować oliwą tak by ciasto podczas gotowania nie przywierało.  Chlebki będą potrzebowały 15 minut i od razu po wyjęciu będą smakować najlepiej.

Smacznego, Krysia

Nauka kuchni tybetańskiej i pierwszy puszysty chleb z patelni

Tybetański chleb

Od paru dni uczę się jak robić momo i inne smakołyki kuchni najwyższego państwa na świecie. Nie ukrywam, jest pysznie. Kurs zaczął się od obiadów a zakończył na niesamowicie zaskakujących śniadaniach. Prócz smaków zaskakują one wykonaniem. Jako pierwszy, brązowy chleb wyjątkowo puszysty i bardzo pyszny, szczególnie gdy jeszcze paruje na talerzu.

Sładniki (na jeden bochenek):

  • 400g. razowej mocno zmielonej mąki
  • 1/4 łyżki proszku do pieczenia
  • kubek ciepłej wody (200 mililitrów)
  • 1 jajko
  • 1 łyżeczka suchych drożdży
  • 4 lyżki cukru
  • 3 lyżki oleju słonecznikowego (plus 1 lyżka do pieczenia)


Do ciepłej wody dodaj suchych drożdży, wymieszaj i odstaw na 5 minut. W między czasie przesiej mąkę razem z proszkiem do pieczenia, dodaj cukier, olej i na samym końcu drożdże z wodą. Wszystko dokładnie wymieszaj i odstaw w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na minimum pół
godziny. Następnie na opruszonym mąką blacie rozwałkuj lekko ciasto tak by nadać mu formę koła o grubości 2 cm.

Tybetanski chleb

Teraz następuje rzecz o której nigdy wcześniej nie słyszałam i nie widziałam - mianowicie uformowane ciasto należy przełożyć na średniej wielkości patelnie z grubym dnem, wysmarowaną olejem i pod przykryciem piec na małym ogniu przez około pół godziny obracając bochenek co 10 minut na drugą stronę. Jeśli nie jesteś pewien czy chleb jest już gotowy najlepiej parę razy stuknąć go delikatnie łyżką w środek. Gdy wydaje głuchy dźwięk
śniadanie jest gotowe!

Jest to zupełnie podstawowy przepis i tak jak z innymi chlebami można z nim poszaleć na wiele sposobów. Dodając suszonych owoców, orzechów. Czy zrobić wersje na słono z nasionami i ziołami. Jednak sami Tybetańczycy najbardziej cenią sobie taki chleb z masłem i miodem.

Smacznego, Krysia

Tybetanski chleb

Tosty francuskie na chałce z owocami

tosty francuskie

Dni za szybko mijają. Mam przed domkiem ławkę, którą obiłam zielonym materiałem, zaś od Pani z warzywniaka wizięłam starą drewnianą skrzynkę. Używam jej jako stolika. Siedzą sobie, patrząc na śpiącego rycerza i piję poranną kawę. I tak mogłoby wyglądać moje życie.  

Czasami znajomi mówią mi, że nie robią sobie uczty ze śniadania, bo skoro i tak jedzą sami, to im się nie chce. No cóż, dobre śniadanie wcale nie musi być skomplikowane. Weźmy na przykład takie tosty francuskie - nic prostszego. Wystarczy kilka kromek chleba, może nawet być ten drugiej świeżości, jajko, mleko, cynamon i owoce. Podobno Belgowie, gdy mają 3-4 dniowy chleb, właśnie z niego robią sobie francuskie tosty.

Osobiście wolę je z chałki. To jeden z wielu produktów kojarzących mi się nie tylko z młodością, ale też z Polską. Coś jak francuski brioche, ale jednak wyjątkowy. Do tego pokrójcie tyle świeżych owoców, na ile macie ochotę. Fajnie również położyć na gorące tosty troszkę mała lub gęstej śmietany. Możliwości jest wiele :)

Będziesz potrzebować (dla 1 osoby):

  • 2 kromki chałki
  • jajko
  • 3 łyżki mleka
  • łyżeczka cynamonu
  • masło
  • owoce wg Twojego uznania (np. truskawki, winogrona, kiwi, banan)

W głębokim talerzu zmieszaj jajko, mleko i cynamon. Na patelni rozgrzej łyżkę masła. Każdą kromkę obtocz mieszanką jajeczną z każdej strony, po czym przełóż na patelnię i smaż na małym ogniu, aż tost ładnie się zarumieni. 

A następnie przełóż tosty na talerz, pokrój owoce i połóż odrobinę masła na wierzchu. Można je również polać syropem klonowym lub miodem.

Smacznego, Marta

tosty francuskie

Gorąca cytryna z ibirem i miodem

Gorąca cytryna

Jest ciepły, rozgrzewający, choć może być też chłodny i orzeźwiający. Zdrowy i pyszny. Dla mnie jest to idealny zamiennik porannej herbaty, szczególnie w te dni kiedy pogoda zaskakuje deszczem i chłodem. 

Potrzebować będziesz:

  • łyżkę startego imbiru
  • sok z połowy cytryny
  • łyżka miodu

Wszystko umieszczamy w szklance i zalewamy gorącą ale nie wrzącą wodą. Świetnie nadaje się kiedy czujesz że coś cię dopada ale tak po prostu również sprawdza się rewelacyjnie.

Smacznego, Krysia

Gorąca cytryna

Rogpa Shop & Cafe- Dobry początek dnia

Rogpa shop

Po 3 miesięcznym zwiedzaniu Indii w końcu dotarłam do Dharamshali, mieście słynącym z widoków na Himalaje, a obecnie również z uciekających tu przed chińską okupacją Tybetańczyków. Oczywiście są tu piękne buddyjskie świątynie i wspaniałe miejsca w które można wybrać się na trekking. Jednak to co dziś rano urzekło nas najbardziej, razem z Ł, to malutka kawiarnia i sklep w jednym. Nie wiem czy też tak macie ale mi czasem zdarza się, że wchodzę do kawiarni i czuję, że chciałabym tam przesiedzieć cały dzień - tak było i w tym wypadku. Ewidentnie mogę napisać, że dotarłam do niej przez węch. Chodząc ulicami co raz mocniej zaczęłam czuć pięknie pachnące wypieki. Tropem tego zapachu doszliśmy do uśmiechającej się Chinki która na ladzie studziła jak się później okazało pyszne, mocno owsiane ciasto z daktylami. Mimo błagalnych próśb nie chciała sprzedać porcji jej wypieku twierdząc, że jest jeszcze zbyt gorące i będzie gotowe dopiero jutro. Odczekawszy 14 godzin mogę stwierdzić, że rozpoczęliśmy dzień przepysznie i z poczuciem spełnionego dobrego uczynku. Mianowicie kawiarnia jest sprytnie przemyślaną fundacją która działa na rzecz biedniejszych Tybetańczyków. W pomieszczeniu 5 na 5 metrów możesz kupić torbę, portfel, kosmetyczkę, bluzkę, spodnie, pocztówki a po zakupach usiąść wygodnie z kawą i ciastem lub jak wolisz z herbatą i panini, a pieniądze które u nich zostawisz przekazywane są w całości Tybetańczykom.

 Rogpa shop

Prócz samej idei która bardzo nam się spodobała byliśmy zaskoczeni jakością i wystrojem tego miejsca. Rzeczy wystawione na sprzedaż są bardzo dokładnie wykonane, z ciekawą, prostą linią i mocnym zacięciem azjatyckim. Wszystkie produkty wytwarzane są przez samych emigrantów. Jedzenie proste i pyszne,  a przy nas mieloną kawę podaje się  w zabójczych kubkach. W dodatku wszystko jest nawet jak na Indie tanie i reprezentowane z rana przez hiszpankę o promiennym uśmiechu.

Przez tych parę czynników, na śniadanie zjedliśmy warzywne panini wypełnione pyszną, świeżą salsą pomidorową, ciasto marmurkowe i rewelacyjne owsiano daktylowe “batony” a wszystko popiliśmy mochą i latte. I wiecie co? Poranne obżarstwo ze świadomością, że przekazuję pieniądze na dobry cel wcale mi nie przeszkadzało a wręcz napędzało apetyt!

Rogpa shopRogpa shopRogpa shop

Link do samej fundacji.

Krysia

Oscypki z żurawiną i recenzja aparatu

Miesiąc kwiecień był dla nas wyjątkowy, bo mieliśmy szansę przetestować nowy aparat Sony,  czego efekty mogliście oglądać na zdjęciach otoczonych czarną ramką. Zabawa była przednia, zdjęć zrobiłam z 1000, a w trakcie cykania miałam na to świetny podgląd za sprawą dużego wyświetlacza. Sam aparat jest poręczny, szybko łapie ostrość i ma całkiem niezłą głębie ostrości, co jest zdecydowanym plus. Dodatkowo nakręcić nim można filmiki w fajnej jakości, co zaowocuje z pewnością dodatkiem na blogu w postaci prezentacji “krok po kroku” jak powstają niektóre z naszych śniadań. Polecamy! 

A powyżej oscypki z żurawiną z patelni. Nie będę nawet opisywała smaku, bo podejrzewam, że każdy go dobrze zna. No cóż. Od prawie tygodnia jestem na diecie oscypkowej :)

Smacznego, Marta

Bułeczki z parmezanem

Serdeczne pozdrowienia z Zakopanego! Wiosna zawitała tu z pełną parą, bo czuję się jak w lecie. Jest ciepło, słonecznie, wszystko naokoło rośnie i aż chce się śmiać. Na Gubałówce nadal leży śnieg, na szczytach również, a ja patrzę na to wszystko z zachwytem.

Szykuje się śniadanie z oscypkami, a w między czasie zdjęcie bułeczek, które zostawiłam dla T. na te samotne poranki, coby nie tęsknił za bardzo ;)

Będziesz potrzebować:

  • 3 szklanki mąki
  • 1 łyżkę proszku do pieczenia
  • 2 łyżki startego parmezanu
  • szczypta soli
  • 1 łyżeczka cukru
  • 170g masła
  • 1 & 1/4 szklanki zimnego mleka
  • świeżo zmielony pieprz

Rozgrzej piekarnik do 220*C.

W misce średniej wielkości zmieszaj mąkę, proszek do pieczenia, parmezan, sól oraz cukier.

Zimne masło pokrój w bardzo małe kawałki lub zetrzyj na tarce z większymi oczkami, po czym dodaj je do miski wraz z mlekiem (zostaw kubeczek z resztkami mleka, posłuży ono potem do posmarowania bułeczek na wierzchu). Drewnianą łyżką połącz składniki , po czym posyp ręce mąką i ugnieć ciasto w misce. 

Posyp płaską powierzchnię mąką, przełóż na nie ciasto, delikatnie ugnieć kilka razy, po czym uformuj prostokąt o wysokości około 2 cm i potnij nożem, by uzyskać niewielkie kwadratowe bułeczki.

Przełóż je na tacę przykrytą papierem do pieczenia, posmaruj wierzch każdej odrobiną mleka (dzięki temu wierzch będzie ładnie zarumieniony), posyp świeżym pieprzem i piecz przez 12-15 minut.

Co zrobisz z nimi dalej zależy od Ciebie. Ja tuż przed wyjazdem zjadłam jedną z bekonem, smażonym jajkiem, szparagami i pomidorem. Mniam!

Smacznego, Marta

Źródło: Cookistry

Jedzenie i medytacja

F and M

Vipassana to technika medytacji która ma za zadanie pomóc wyjść ze smutku i cierpienia. Jej trzon jest mocno zakorzeniony w naukach Buddy, jednak sama technika w żaden sposób nie jest połączona z jakąkolwiek religią. Została stworzona by pomagać wszystkim na świecie, dlatego też nie zależnie jakiej jesteś rasy, w co wierzysz i jakie jajka lubisz najbardziej. Ty też możesz tego spróbować!

Sama medytacja była niesamowita. To ile myśli człowiekowi się kłębi w głowie i ile z nich jest negatywnych szokuje. Jednak z każdym dniem było coraz lepiej. Finalnie wyszłam po 10 dniach i za bramą ośrodka zostawiłam wielkiego, szarego kłaka siedzącego od lat w mojej głowie. Czemu o tym pisze na blogu który poświęcony jest śniadaniom? Bo prócz samej medytacji, zobaczyłam zupełnie inną kuchnie, inne gotowanie. Ponieważ przy medytacji nic nie powinno przeszkadzać, cebula, czosnek, mocne przyprawy, chilli są zabronione. Mięso i pozostałe produkty pochodzenia zwierzęcego prócz mleka ze względów ideologicznych również nie są wykorzystywane. Wszystkie potrawy podawane są w jak najzdrowszej postaci, z małą zawartością tłuszczu, niesmażone. I mimo, że jestem mięsożercą, uwielbiam masło i przyprawy absolutnie każdego dnia musiałam ze sobą walczyć by nie powędrować po dokładkę. Niestety przejedzenie też nie pomaga w medytacji… 

Różne rodzaje kasz z mlekiem i owocami, chlebki ryżowe przyprawione kolendrą i kuminem z chutney’em kokosowym i sosem z soczewicy, pudding ryżowy z kardamonem i suszonymi owocami, prasowany ryż z cytryną, ziołami i kurkumą. Mimo, że wstawałam zawsze o 4 rano, wstawałam z uśmiechem i ciekawością co dziś będzie na śniadanie!

Po zakończeniu kursu jestem więc bogatsza o nową technikę medytacji ale również bogatsza o przepisy na zdrowsze i pyszne dania, nowe inspiracje do gotowania. Jak tylko znajdę gdzieś kuchnie oczywiście podzielę się z wami  odkryciami.

Dla wszystkich którzy mieli by ochotę: http://www.dhamma.org/

Krysia